was successfully added to your cart.

Dividend, sweet dividend

Dywidenda, słodka dywidenda.

Kiedy w sierpniu 2011 roku pisałem o tym (link do analizy), że zamierzam kupić akcje Microsoftu, wiele osób miało spore obiekcje. W końcu rynek amerykański odrobił już większość strat z lat 2007-2009 i wielu analityków technicznych wieszczyło, że jesteśmy w końcu korekty ABC i lada moment rozpocznie się kolejna fala bessy – jednym z nich był Robert Prechter, znany z tego, że przewidział dołek w 2009 roku (link). Kończyła się też druga faza luzowania ilościowego zaaplikowanego rynkom przez FED (QE2) co stanowiło pożywkę dla tych „fundamentalistów”, którzy widzieli koniec „papierowej hossy wydrukowanej przez rezerwę federalną” (link). Na dokładkę Unia Europejska miała się rozpaść (link). Innymi słowy rynek był drogi, a kupowanie akcji wcale nie było takim wyśmienitym pomysłem. Mimo to 11 sierpnia 2011 roku na chwilę przed tym, jak od akcji MSFT została odcięta dywidenda w wysokości 16 centów, stałem się posiadaczem akcji tej spółki.  Na rynku, który lada moment miał runąć. Niezbyt przyjemna perspektywa, w której jedyną pociechą mogła być dwu i pół procentowa dywidenda.

Analogia do dzisiejszych czasów i komentarzy, które możemy przeczytać w prasie jest jak najbardziej zamierzona. Mówi się wręcz, że hossa to wspinaczka po drabinie strachu. I coś w tym jest. Od feralnego 2011 roku, Microsoft na złość pesymistom, wzrósł z poziomu 24.1$ do dzisiejszych 69.9$ (r = 190%), dywidenda zawędrowała z 16 centów na akcję kwartalnie do 39 centów (dzisiejsza dywidenda stanowi 244% początkowej), a od rozpoczęcia inwestycji spółka wypłaciła 6.85$ co daje 28.42% początkowej ceny. Całkowita stopa zwrotu z tej inwestycji to 208.42%. Natomiast mnie, jako inwestora skoncentrowanego na dywidendach interesuje to, że obecnie dywidenda jaką otrzymuję rocznie daje 6.47% w stosunku do pierwotnej inwestycji (4 x 0.39 / 24.1) x 100%.

Poniżej widać, wypłacane przez MSFT dywidendy (niebieskie kolumny) oraz sumę płatności, jakie otrzymałem (czerwona krzywa). Od 2011 do dziś dywidenda urosła z 16c na akcję do 39 centów, a w sumie spółka wypłaciła 6.85 dolara.

Najprzyjemniejszą częścią inwestycji w spółki dywidendowe, jest doroczna podwyżka wypłacanej kwoty. W przypadku Microsoftu roczne podwyżki sięgały od 9% w 2016r do 25% w 2011. Od momentu zakupu dywidenda wzrosła o 144% i co ważne – nie wymagało to ode mnie żadnego działania. Raz kupione akcje powinny przynosić rosnący strumień dochodów – to jest głównym celem inwestycji. I właśnie dzięki temu rosnącemu strumieniowi dochodów inwestowanie skoncentrowane na dywidendach jest najlepszym sposobem na pasywny dochód – raz wykonana praca, która sprowadza się do wyboru najlepszej w danym momencie spółki,  powinna skutkować rosnącym dochodem, którym powinniśmy się cieszyć do końca życia.

Na dzień dzisiejszy, 39 centów wypłacanych przez spółkę kwartalnie oznacza stopę zwrotu na poziomie 6.47% rocznie. W momencie rozpoczęcie inwestycji przychód z dywidend dawał stopę zwrotu na poziomie 2.67%. Poniższy wykres obrazuje jak duży zwrot można było osiągnąć z samej dywidendy w poszczególnych latach.

Innym ciekawym przykładem jest spółka Vodafone. Pisałem o niej mniej więcej w tym samym czasie, co o Microsofcie (link do analizy). VOD jest o tyle ciekawym przypadkiem, że zwykłe zerknięcie na wykres nie oddaje całej historii. Vodafone to taka TPSA rodem z Wielkiej Brytanii. TPSA ale z pomysłem na rozwój. Jednym z ciekawszych projektów, w jakich spółka uczestniczyła był udział w Verizon Wireless wspólnie z amerykańskim Verizonem. Obie firmy posiadały odpowiednio: VOD 45% udziałów, a VZ 55%. W 2014 roku Verizon postanowił odkupić od Vodafone jego część. W efekcie akcjonariusze VOD otrzymali 0.26 akcji VZ  jako dodatkową, niegotówkową, dywidendę do każdej posiadanej przez siebie akcji VOD. Wprawdzie inwestor amerykański jest przyzwyczajony do tego, że trzymając akcje jednej spółki, może po pewnym czasie być akcjonariuszem kilku innych, jednak na polskiej giełdzie jest to raczej rzadko spotykany obrazek dlatego warto o takim przypadku wspomnieć. Szczególnie ciekawym przykładem jest tutaj Altria – spółka działająca w branży tytoniowej. Altria w 2007 roku wydzieliła część spożywczą biznesu i tak akcjonariusze oprócz akcji Altria Group (MO) otrzymali dodatkowo akcje Kraft Foods (KRFT – obecnie przejęte przez Heinza), w 2008 ten sam proces doprowadził do tego, że na rachunkach dodatkowo pojawiły się akcje Philipa Morrisa, z kolei Kraft w 2012 wydzielił Cadbury. Wracając do duetu VOD-VZ. Początkowa inwestycja w 100 akcji Vodafone kupionych po 28$ sztuka, do dzisiaj przyniosła blisko 1700$ czystej gotówki oraz 26 akcji VZ wartych obecnie ok 46.5$. Całkowita stopa zwrotu z tej inwestycji to 69%, z czego w gotówce spółka wypłaciła ok 60% wartości początkowej inwestycji. Co ciekawe wykres spółki opowiada taką historię, w której akcjonariusz raczej nie mógłby mieć powodów do zadowolenia :

Warto zauważyć, że stopa zwrotu z wyceny akcji spółki dość blisko podąża za dynamiką dywidendy. W omawianym okresie MSFT podwyższył dywidendę o 144%, a kurs akcji wzrósł o 190%. W wielu wypadkach, kurs akcji spółek dywidendowych mocno powiązany jest właśnie z tempem podwyższania płatności na rzecz akcjonariuszy. Im szybciej spółka podnosi dywidendę, tym lepiej zachowuje się kurs jej akcji. Innymi słowy można powiedzieć, że jeżeli inwestorzy są skłonni kupić akcje przy stopie dywidendy na poziomie 2%, to po podwyżce płatności i idącym za nią wzroście stopy do np. 2.2% cena akcji reaguje tak aby nowa stopa dywidendy wynosiła ponownie ok 2%. Inną ważną kwestią jest skanowanie rynku minimum raz w miesiącu. Wielokrotnie drogie spółki doświadczają chwilowego załamania ceny na jakiejś złej wiadomości tylko po to aby szybko wrócić do cen sprzed załamania. Zazwyczaj jednorazowy news nie ma dużego przełożenia na długoterminowy performance spółki i jest doskonałą okazją do nabycia jej akcji w promocyjnych cenach. Dzięki temu nawet na drogim rynku wciąż można kupić tanie spółki.

Poniżej załamanie kursu WFC na kanwie zarzutu o zakładanie fikcyjnych kont przez pracowników banku:

Podsumowując – nie każdy musi lubić boksować się z rynkiem. Czasem leniwa strategia „nicnierobienia” przynosi doskonałe rezultaty. W końcu po co kopać się z koniem, skoro można rozwalić się wygodnie w fotelu i poczekać aż dywidendy wykonają całą pracę za nas. Jedyne co pozostanie inwestorowi, to sporadyczna kontrola, czy na rachunek pieniądze wypłacane są zgodnie z założonym harmonogramem. Myślę jednak, że ten obowiązek można zaliczyć wręcz do przyjemności – w końcu kto by narzekał na to, że na jego konto bankowe regularnie, jak w zegarku wpływają pieniądze.

Bartek Szyma

Form_usa

Zapisz się, aby otrzymać powiadomienie o najbliższych publikacjach nt. rynków USA.

Sending

 

Podobne artykuły:

O moich inwestycjach. Tylko nie otwieraj przed 2018!

Ile potrzeba, żeby zacząć inwestować na giełdzie?

Jak ogrywać małe rachunki inwestycyjne?

Łukasz Stępień

About Łukasz Stępień

Inwestor na rynkach akcji oraz mieszkań na wynajem. Ogromny entuzjasta rozwiniętych giełd akcji takich jak NYSE i NASDAQ. Inwestuje zgodnie z zasadą "SWAN", czyli Sleep Well At Night :)

2 komentarze

  • Łukasz napisał(a):

    Dlatego właśnie wolę spółki amerykańskie – z powodu dywidendy.
    -Płacone przeważnie co kwartał.
    -Podatek mniejszy niż w Polsce! (15%)
    -Systematyczne podwyżki dywidend
    Jedynym minusem jest ryzyko kursowe ale w długim terminie powinno się jakoś uśrednić.
    Ja na razie mam u siebie 18 spółek i jestem bardzo zadowolony 🙂

Leave a Reply