Koszyk

Obligacje to najpewniejszy sposób lokowania swoich oszczędności.

Jeżeli nasze państwo nie zbankrutuje,

to mamy pewność, że pieniądze plus odsetki do nas wrócą.

Pytanie jednak, czy tego typu inwestycje

pozwolą nam zabezpieczyć się przed wzrostami cen?

Ja nazywam się Bartek, a dzisiaj

szczegółowo omówimy temat obligacji indeksowanych inflacją.

Zaczynamy! Inflacja szaleje,

jak pokazują analizy Narodowego Banku

Polskiego, pod koniec pierwszego kwartału 2023 r.

ma wynieść aż 19 proc..

Dalej ma być „lepiej”.

Na początku 2024 roku wzrost cen spowolni do zaledwie 5%.

Natomiast nie przywiązywałbym się jednak

za bardzo do tych prognoz, ponieważ NBP nie ma ostatnio dobrej passy.

I tak średnio mu idzie szacowanie drożyzny, z jaką się mierzymy.

Wystarczy wspomnieć, że kilka razy został już bardzo mocno zaskoczony.

Inflacja obecnie wynosi aż 16% i jest najwyższa od 1997 roku.

No i niestety lokaty bankowe na chwilę

obecną w żaden sposób nie ochronią naszych pieniędzy.

W związku z tym, dla osób zainteresowanych

lokowaniem środków w bezpieczny sposób i przede wszystkim ochroną oszczędności

przed szalejącą drożyzną, rząd przygotował ofertę obligacji i wśród

nich znajdziemy bohaterów dzisiejszego odcinka:

obligacje indeksowane inflacją.

Sprawdźmy zatem, czy ochronią nasze portfele, czy jednak nie.

Wszystkie informacje, o których będę

mówił, znajdziesz na stronie ObligacjeSkarbowe.pl.

Najważniejsza sprawa to konstrukcja tak

zwanego kuponu, a więc sposób, w jaki ustalane jest oprocentowanie.

Nas będą interesowały obligacje

indeksowane inflacją, czyli cztero i dziesięcioletnie.

W przypadku czterolatek oprocentowanie w

kolejnych latach to poziom inflacji plus 1 proc.,

natomiast odsetki będą wypłacane co roku.

W tym przypadku musimy zainwestować 100 złotych lub wielokrotność tej kwoty.

Dużym minusem tych obligacji jest to, że niestety w pierwszym roku kupon jest

znacznie poniżej inflacji i wynosi tylko i wyłącznie 6.5%.

Drugie omawiany obligacje to dziesięciolatki, których oprocentowanie

jest nieco wyższe, bo wynosi 1.25% plus inflacja.

Natomiast odsetki nie będą wypłacane.

One będą reinwestowane, czyli będą kapitalizowane, co oznacza, że będą

pracowały wraz z początkową kwotą inwestycji.

W tym przypadku również musimy zainwestować minimum 100 złotych.

W przypadku obligacji 10cio letnich kupon

również w pierwszym roku jest niestety sporo niższy od inflacji.

Jest trochę wyższy niż w przypadku czterolatek i wynosi 6.75 procenta.

Kupony obu serii obligacji będą

uzależnione od inflacji dopiero w kolejnych latach, a więc pierwszym roku

jesteśmy skazani na niskie kupony, a w latach od drugiego do ostatniego,

obligacje te będą wypłacały odsetki uzależnione od wysokości inflacji.

Jak w takim razie kupić obligacje?

Na stronie Zakup.ObligacjeSkarbowe.pl.

O ile posiadamy dostęp do rachunku PKO BP do rachunku w Domu Maklerskim PKO lub

dokument tożsamości z elektroniczną warstwą.

Wtedy możemy dokonać zakupu online.

W przeciwnym razie należy udać się do

lokalnego oddziału banku lub do domu maklerskiego.

I tutaj moja mała uwaga.

Lepiej wcześniej zadzwonić do oddziału i upewnić się, że ten obsługuje obligacje.

Ponieważ nie każdy oddział to robi.

Po zalogowaniu na konto zobaczymy numer rachunku, na który należy przelać środki.

Jak tylko pojawią się one na naszym

koncie, po kliknięciu zakładki Dyspozycje-> Zakup Obligacji możemy dokonać zakupu.

W naszym przypadku interesujące będą serie COI i EDO, czyli czteroletnie indeksowane,

obligacje skarbowe i emerytalne, 10 letnie obligacje skarbowe.

Co prawda są jeszcze nieco bardziej atrakcyjne 6cio i 12 letnie papiery,

z tym że te są dostępne tylko dla osób, które pobierają 500+.

Dlatego w tym wypadku nie będę się na nich koncentrował.

Tym bardziej, że ich konstrukcja jest bardzo podobna do 4 i 10 latek.

Pozostaje odpowiedzieć na fundamentalne pytanie czy to się opłaca?

Niestety, tutaj mam złą wiadomość z inflacją raczej nie wygramy.

Przyjrzyjmy się przykładowi.

Załóżmy, że inflacja wynosi 9%, a więc oprocentowanie czterolatek to 10%.

Jak dotąd wszystko wydaje się OK.

Niestety jest drobna przeszkoda, a

mianowicie podatek od zysków kapitałowych zwany potocznie podatkiem Belki.

Przez niego musimy zapłacić 19% od

osiągniętego zysku, co oznacza, że nasz zysk końcowy spada z

10 do zaledwie 8,1 procenta i jest niestety niższy niż inflacja.

A to nie koniec kłopotów.

Na domiar złego w pierwszym roku oprocentowanie tych obligacji wynosi

zaledwie 6.5 procenta, podczas gdy inflacja to aż 16 procent.

Jeżeli do tego wszystkiego dołożymy podatek 19 procentowy,

to w pierwszym roku nasz zysk po opodatkowaniu wyniesie zaledwie 5,3%.

W tym wypadku zdecydowanie przegrywamy z inflacją.

Ostatecznie w naszym przykładzie inflacja wyniosłaby ponad 26 procent,

a my zarobilibyśmy na obligacjach niecałe 13.5 procenta.

Więc jedyny sposób, w którym możemy

rzeczywiście wyjść na swoje, to jest niestety trochę szczęścia.

I mogłoby to wyglądać następująco

gdyby udało nam się zreindeksować kupon w maksymalnym punkcie inflacji,

moglibyśmy się cieszyć bardzo wysokim oprocentowaniem naszych papierów.

I gdyby dodatkowo inflacja bardzo szybko spadała w kolejnych miesiącach,

to mogłoby się okazać, że wyszlibyśmy  na tym naprawdę dobrze.

Natomiast jest to scenariusz bardzo

optymistyczny i raczej bym na niego nie liczył.

W przypadku, który pokazuję na tym wykresie, oprocentowanie naszych obligacji

sięgałoby blisko 20 procent, ponieważ reindeksacja byłaby na początku drugiego

kwartału 2023, a prognozy NBP mówią o tym, że inflacja powinna spaść do 5 2024 roku.

No dobrze, a zatem czy inwestowanie w obligacje w ogóle nie ma sensu?

Wydaje się, że nie do końca. Mają one kilka zalet.

Wprawdzie w pierwszym roku rzeczywiście

zapłacą mniej niż niektóre lokaty, ale z drugiej strony w kolejnych latach

powinny przynieść zysk większy niż ten, który dostaniemy w banku.

Na dodatek możemy się z nich wycofać w każdej chwili i w tym wypadku nie stracimy

wszystkich odsetek, co nie do końca jest możliwe w przypadku lokat bankowych.

W przypadku większości lokat, jeżeli

zamkniemy ją przed terminem, niestety tracimy wszystkie odsetki.

Ale nie jest aż tak różowo, ponieważ

również w przypadku obligacji musimy część zysku oddać i w tym przypadku odpowiednio

będzie to 70 groszy w przypadku obligacji czteroletniej.

Tutaj jest jedna zaleta, a mianowicie w

pierwszym roku, o ile bardzo szybko zrezygnujemy z oszczędzania, to zapłacimy

maksymalnie 70 groszy, ale ta kwota będzie nie wyższa niż naliczone odsetki.

Dla przypomnienia odsetki od tych

obligacji są nam co roku wypłacane, więc dostajemy je do ręki.

Z kolei wcześniejszy wykup 10 latek będzie wymagał aż dwóch złotych za każdą

obligację i znowu nie więcej niż narosłe odsetki.

Ale należy pamiętać, że dziesięciolatki nie wypłacają odsetek, tylko je kumulują.

Warto też pamiętać, że obligacje to najbezpieczniejsze papiery, a każdy

alternatywny sposób niestety wiąże się z możliwością utraty kapitału.

To tyle z mojej strony.

Dziękuję za uwagę i do usłyszenia na kolejnym nagraniu!

Bartek Szyma

About Bartek Szyma

Zawodowy inwestor, programista, działacz społeczny, dziennikarz. W 2010 roku porzucił dobrze zapowiadającą się karierę w korporacji i od tego czasu utrzymuje się głównie z inwestowania. Dzięki wdrożeniu zasady SWAN (SleepWellAtNight) i koncentracji na spółkach dywidendowych obecnie realizuje swoją drugą pasję – podróżowanie, a doglądanie inwestycji zajmuje mu nie więcej niż godzinę tygodniowo. W wolnym czasie, kiedy przebywa akurat w Polsce, aktywnie działa jako wolontariusz w kilku organizacjach charytatywnych.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Potrzebujesz informacji? Napisz do nas na info@usstocks.pl

Liczba zapytań do bazy: 39